CashfulnessCashfulness
Dołącz do bety
Foundation

Dlaczego zbudowaliśmy Cashfulness

11 maja 202611 min

Pierwsze olśnienie przyszło w 2010 roku.

Miałem już za sobą dwadzieścia lat w usługach finansowych, dyplom z ekonomii, wpis na listę doradców finansowych, a od niedawna także drugą ścieżkę akademicką — psychologię, która miała mnie później doprowadzić do tytułu magistra, do wpisu do izby psychologów i do studiów podyplomowych z finansów behawioralnych ukończonych z wyróżnieniem.

Przeczytałem wszystkie książki na ten temat, jakie dało się przeczytać.

A mimo to rachunki mojego własnego domu, potraktowane serio, były mgławicą.

Nie chodziło o pieniądze: miałem ich dość, żeby żyć spokojnie.

Chodziło o odległość — między tym, co myślałem, że mam, a tym, co faktycznie miałem; między tym, co wpływało co miesiąc, a tym, co wypływało; między decyzjami, które podejmowałem, a ich skutkami pół roku później.

W tamtym roku natknąłem się na GNUCash, wolne i darmowe oprogramowanie, które stosuje do finansów osobistych podwójny zapis — tę samą technikę, którą firmy prowadzą swoje księgi od sześciuset lat.

Pobrałem, zainstalowałem, otworzyłem.

I zrozumiałem.

Podwójny zapis zastosowany do moich pieniędzy robił coś, czego nigdy nie zdołał mi pokazać żaden arkusz Excela ani żadna aplikacja do śledzenia wydatków: rozróżniał między tym, co wytwarzało wartość, a tym, co ją rozpraszało; między prawdziwymi wpływami a ruchami czysto księgowymi; między majątkiem w budowie a majątkiem w rozkładzie.

Odległość wreszcie się domykała.

Na tym odkryciu zbudowałem całą drogę.

Założyłem psicologiafinanziaria.com, stronę, na której opowiadałem, że świadomość własnych pieniędzy buduje się metodą, a nie olśnieniem.

Napisałem książkę, Strategie per la Finanza Personale, która praktycznie tłumaczy, jak stosować podwójny zapis do finansów osobistych i rodzinnych przy użyciu GNUCash. Jest dostępna na Amazonie i w przyszłości zostanie zaktualizowana o Cashfulness jako narzędzie — wiele zasad, które odnajdziesz w aplikacji, jest tam już opisanych.

I tak szedłem przez piętnaście lat.

W GNUCash przez cały ten czas zapisałem ponad sześćdziesiąt tysięcy ruchów.

Sześćdziesiąt tysięcy. Każdą wypłatę, każdy rachunek, każdą dywidendę, każdą naprawę w domu.

Nie z obsesji: dla jasności.

Potem, piętnaście lat później, przyszło drugie olśnienie.

Pewnego wieczoru, gdy w domu zapadła już cisza, otworzyłem GNUCash tak, jak robiłem to tysiące razy.

I zrozumiałem, że metoda jest wciąż słuszna, ale narzędzie już nie wystarcza — ani mnie, ani tym bardziej ludziom, którym chciałbym pomóc przejść tę samą drogę.

Brakowało spokoju, który pozwala patrzeć na liczby, nie czując się przez nie osądzanym.

Brakowało doświadczenia, które byłoby jednocześnie rygorystyczne i gościnne.

Cashfulness rodzi się z tamtego drugiego wieczoru. I z piętnastu lat, które go poprzedziły.

Co nie działało w istniejących aplikacjach

Próbowałem wszystkiego.

Aplikacje do finansów osobistych, które pobierałem przez lata, dzieliły się na trzy rodziny i żadna mnie nie przekonywała.

Pierwsza rodzina to aplikacje banalne.

Te, które każą Ci kategoryzować wydatki („restauracja”, „zakupy”, „paliwo”), a na koniec miesiąca pokazują wykres kołowy.

To tak, jakby mieć termometr, który mówi, czy masz gorączkę, ale żadnego pomysłu, co zrobić, jeśli ją masz.

Śledzą, ale nie pomagają zrozumieć.

A przede wszystkim nigdy nie odróżniają składnika, który przynosi dochód, od składnika, który przynosi koszty — czyli najważniejszego rozróżnienia dla kogoś, kto chce budować niezależność finansową.

Druga rodzina to aplikacje lękotwórcze.

Te, które trąbią na alarm za każdym razem, gdy przekroczysz budżet, popychają Cię do „optymalizowania” wszystkiego, zamieniają Twoje oszczędności w grę z poziomami, odznakami i cotygodniowymi wyzwaniami.

Pracują na strachu i wstydzie.

Działają przez kilka tygodni, a potem je odinstalowujemy, bo dołożyły nam lęku, którego i tak mieliśmy pod dostatkiem.

Trzecia rodzina to aplikacje elitarne.

Excel pro z makrami VBA, oprogramowanie księgowe dla firm, arkusze ściągane z forów, na których eksperci rozmawiają między sobą jak tajne stowarzyszenie.

Działają znakomicie, jeśli masz już księgowy sposób myślenia i trzy wieczory w tygodniu do poświęcenia.

Dla większości ludzi są nie do użycia.

Była jeszcze czwarta droga i przez piętnaście lat nią szedłem.

GNUCash: czwarta droga, którą szedłem przez piętnaście lat

GNUCash to wolne i darmowe oprogramowanie, rozwijane przez społeczność open source, które przenosi podwójny zapis na osobisty komputer.

Kiedy odkryłem je w 2010 roku, zmieniło mój sposób patrzenia na własne rachunki.

I dotrzymywało mi towarzystwa przez piętnaście lat, w czasie których zapisałem w nim ponad sześćdziesiąt tysięcy ruchów.

GNUCash zawdzięczam cztery rzeczy i chcę je powiedzieć jasno, zanim wyjaśnię, dlaczego ostatecznie postanowiłem zbudować coś innego.

Dało mi prawdziwy podwójny zapis, zastosowany do mojego codziennego życia, a nie tylko do życia firm.

Nigdy niczego mi nie sprzedało: żadnej grywalizacji, żadnej płatnej ściany, żadnego agresywnego marketingu.

Trzymało moje dane pod moją kontrolą, na moim komputerze, bez pośredników.

I pozwoliło mi zbudować całą ścieżkę edukacyjną — stronę psicologiafinanziaria.com — na metodzie, która naprawdę działała.

A mimo to po piętnastu latach i sześćdziesięciu tysiącach wierszy zrozumiałem, że GNUCash nie może być narzędziem spokojnej strony pieniędzy.

Nie z własnej winy: z natury tego projektu.

  • Konfiguracja początkowa jest oporna. Musisz zbudować od zera własną hierarchię kont, a żeby to zrobić, musisz trochę mówić żargonem księgowym (winien, ma, konta przychodów, konta wydatków, konta zbiorcze). Kto zaczyna od zera, osiada tu na mieliźnie.
  • Jest desktopowe w pierwszej kolejności. Życie z własnymi pieniędzmi oznacza też zapisywanie ich, gdy stoisz w kolejce do kasy, jedziesz pociągiem albo siedzisz w restauracji. GNUCash na telefonie właściwie nie istnieje i to widać.
  • Powstało dla tych, którzy już mają księgowy sposób myślenia, a nie po to, żeby towarzyszyć komuś, kto dopiero musi go sobie zbudować. Krzywa uczenia się jest stroma, a samemu łatwo się zgubić.
  • Nie ma projektu pomyślanego pod spokój. To narzędzie funkcjonalne, biurkowe, dla zawodowego księgowego. Nie jest gościnnym pokojem, w którym siadasz w niedzielny wieczór z otwartym budżetem domowym.
  • Szyfrowanie end-to-end nie jest wbudowane, a dzielenie się danymi między dwiema osobami z tej samej rodziny wymaga akrobacji, których większość rodzin nigdy nie wykona.
  • I przede wszystkim: brakuje ramy edukacyjnej, która wiązałaby liczby z sensem. GNUCash pokazuje Ci podwójny zapis, ale nie pomaga zobaczyć, czy Twoje pieniądze coś budują, czy się zużywają, czy kurs jest właściwy, czy wyznaczona pozycja jest tam, gdzie chciałbyś, żeby była.

Potrzebowałem czegoś znacznie lepszego: prostszego, dającego się naprawdę używać w każdej sytuacji dnia, a przede wszystkim nastawionego na to, co się liczy — na powolne budowanie niezależności i świadomości finansowej.

Nie oprogramowania księgowego przystosowanego do domu, tylko narzędzia stworzonego dla ludzi, zbudowanego wokół spokoju i metody naraz.

GNUCash pozostaje wielkim projektem i każdemu, kto czerpie z niego wartość, radzę używać go dalej.

Cashfulness go nie zastępuje: próbuje zrobić co innego, dla kogoś innego.

Rama, która zmienia wszystko

Jest zdanie, które powiedziałem sobie tamtego wieczoru i które dziś jest wpisane w kod Cashfulness:

Pieniądz jest narzędziem do kupowania czasu i wolności. Nie marzeniem do gonienia ani wrogiem do zwalczania.

To zdanie jest kręgosłupem produktu.

Pieniądz jako narzędzie ma praktyczne konsekwencje dla wszystkiego.

Nie robisz z niego bożka (marzenia o łatwym bogactwie sprzedają książki, ale niczego nie budują).

Nie robisz z niego diabła (kultura, w której mówienie o pieniądzach jest wulgarne, trzyma Cię w biedzie bezterminowo).

Poznajesz go. Patrzysz na niego. Zaprzęgasz do tego, czego naprawdę potrzebujesz: czasu na rzeczy, które kochasz, wolności w wyborze sposobu życia, zapasu na trudne dni.

Z tej ramy wzięła się druga zasada: spokój i metoda razem.

Sam spokój jest naiwny: nie wystarczy „być pogodnym”, żeby coś zbudować.

Sama metoda jest przytłaczająca: nie wystarczy „porządnie liczyć”, żeby dobrze się czuć.

Spokój potrzebny temu, kto zarządza własnymi pieniędzmi, to spokój w ruchu — spokój kogoś, kto wie, co robi i po co.

Taka jest obietnica naszej nazwy.

Cashfulness — spokojna świadomość własnych pieniędzy.

The calm side of money, spokojna strona pieniędzy.

Co zbudowaliśmy

Podwójny zapis nie jest wynalazkiem Cashfulness.

To jest to, czego sam używałem przez piętnaście lat w GNUCash, i ta sama technika, którą firmy prowadzą swoje księgi od sześciuset lat.

Wyjaśniona w dwóch wierszach: każdy ruch pieniędzy zapisuje się dwa razy, raz po stronie wpływu i raz po stronie wypływu, na różnych kontach.

To znaczy, że rachunki, jeśli prowadzisz je porządnie, nigdy nie mogą się pomylić.

Kiedy się zgadzają, są poprawne. Kiedy się nie zgadzają, jest coś do zrozumienia — a zrozumienie tego zawsze czegoś Cię uczy.

Podwójny zapis nie jest techniczną funkcją schowaną pod maską.

Jest widoczny w tym sensie, że kształtuje sposób, w jaki patrzysz na swoje rachunki.

Pozwala Ci wyraźnie zobaczyć:

  • składniki produkcyjne — to, co pracuje dla Ciebie (inwestycja przynosząca dywidendy, mieszkanie dające czynsz, fundusz rosnący w czasie)
  • składniki konsumpcyjne — to, dla czego pracujesz Ty (samochód, sprzęt AGD, dobra, których używasz i które kosztują Cię utrzymanie i utratę wartości)
  • zobowiązania — długi, które masz
  • Twoją wartość netto — różnicę między tym, co posiadasz, a tym, co jesteś winien

Odkąd w Cashfulness widzisz swoje pieniądze rozłożone na te cztery kategorie, przestajesz myśleć w kategoriach „ile wpływa i ile wypływa”, a zaczynasz myśleć w kategoriach kierunku.

Budujesz swój kapitał produkcyjny czy go rozpraszasz?

To właściwe pytanie i wreszcie możesz na nie odpowiedzieć.

Serce ekranu głównego to wyznaczanie pozycji.

To wyrażenie wzięte z nawigacji: wyznaczona pozycja to miejsce, w którym znajdujesz się na mapie w danej chwili.

W Cashfulness tą pozycją jest Twoja bieżąca wartość netto, aktualizowana za każdym razem, gdy wprowadzasz ruch.

Pozwala Ci patrzeć na kurs i korygować ster na czas, zanim powiedzą Ci to rachunki następnego miesiąca.

Ponad tym wszystkim jest decyzja techniczna, która chroni to, kim jesteś.

Działa na dwóch poziomach, bo oba poziomy odpowiadają na inne potrzeby.

Radykalne szyfrowanie end-to-end dla dokumentów. Dokumenty, które wnosisz do Cashfulness — wyciągi, umowy, rachunki, polisy ubezpieczeniowe — są szyfrowane na Twoim urządzeniu, zanim je opuszczą, kluczem, który masz tylko Ty.

Nikt inny nie może ich przeczytać: ani my, którzy zbudowaliśmy aplikację, ani ci, którzy zarządzają serwerem, ani ewentualny przyszły napastnik.

Druga strona medalu jest uczciwa: jeśli stracisz hasło i 24 słowa odzyskiwania, nigdy więcej nie przeczytasz ich również Ty. Klucz należy wyłącznie do Ciebie, a to znaczy, że odpowiedzialność za jego pilnowanie też jest Twoja.

Maksymalna anonimizacja dla całej reszty. Cashfulness nie chce nawet wiedzieć, jak się nazywasz. Użyjesz pseudonimu.

Twoje przestrzenie księgowe — Twoje konta, Twoje kategorie, Twoje ruchy — są pomyślane tak, żeby były niezrozumiałe dla każdego poza Tobą. Również dla kogoś, kto miałby dostęp do serwera.

To decyzja, która więcej kosztuje w rozwoju, ale bez której „spokój i metoda” byłyby pustą obietnicą.

Dla kogo jest Cashfulness

Cashfulness powstał dla rozbitków.

Nie w sensie pejoratywnym, w sensie dosłownym.

Rozbitek to ktoś, kto już próbował.

Otworzył kiedyś w weekend Excela, pobrał jedną z tych zgrywalizowanych aplikacji, przeczytał książkę o „wolności finansowej”, przez dwa miesiące prowadził Kakebo.

I osiadł na mieliźnie. Nie z lenistwa, nie z niewiedzy.

Osiadł, bo narzędzia, których próbował, nie mówiły jego językiem albo nie szanowały jego czasu, albo nie uznawały jego inteligencji.

Uczuciem rozbitka nie jest wstyd.

Jest nim rozczarowanie.

Spodziewał się czegoś, co nie przyszło.

Cashfulness jest sternikiem, który prowadzi rozbitka do jego własnego kotwicowiska.

Nie wykrzykuje rozkazów. Nie wysyła go na studia podyplomowe z finansów.

Mówi mu: patrz, współrzędne są takie, kurs jest taki, pływy poruszają się tak. Zobaczmy to razem.

Spokój jest w ruchu, bo do portu dochodzi się halsując — także wtedy, gdy wiatr nie wieje prosto.

Nie powstał dla ekspertów — eksperci mają już swoje narzędzia.

Nie powstał dla tych, którzy szukają zabawnej aplikacji — nie jest zabawny, jest ważny.

Powstał dla tych, którzy mają bliskich ludzi i coś, co chcą poprowadzić dalej — rodzinę, wnuki, projekt, pasję, dorobek do zbudowania — i mocne przekonanie, że chcieliby lepiej spać po nocach, wiedząc, dokąd zmierzają. W każdej porze życia.

Czego nie obiecujemy

Nie obiecujemy, że z Cashfulness będziesz więcej oszczędzać.

Może tak, może nie — to będzie zależeć od Twoich decyzji, nie od aplikacji.

Nie obiecujemy, że staniesz się bogaty.

Bogactwo to pojęcie mgliste i kulturowo obciążone, a my nie sprzedajemy marzeń.

Nie obiecujemy, że Twoje życie finansowe stanie się porywające.

Stanie się jaśniejsze.

Jasność to nie zachwyt — to coś solidniejszego.

Obiecujemy jedno i jest to sens naszej nazwy: pomożemy Ci wnieść spokój tam, gdzie był zamęt, i metodę tam, gdzie była improwizacja.

Od tego miejsca wybory są Twoje i to Twoje wybory robią różnicę.

Cashfulness jest narzędziem, nie wynikiem.

Co teraz

Otwieramy Cashfulness w prywatnej becie dla niewielkiej grupy.

Bez wielkiego startu, bez ofert na czas, bez wytwarzanej presji.

Mały pokój, w którym kilku prawdziwych użytkowników może wypróbować narzędzie, powiedzieć nam, co działa, a co wymaga dopracowania, i pomóc wyrosnąć czemuś, co chcielibyśmy, żeby przetrwało lata.

Jeśli chcesz być wśród pierwszych osób, które go użyją, możesz zapisać się na listę oczekujących: cashfulness.com/beta.

A jeśli trafiłeś tu z ciekawości, zostawimy Ci tylko tyle: spróbuj zapytać samego siebie, pewnego wieczoru, gdy w domu zapadnie cisza, gdzie jesteś na mapie.

Nie ile zarabiasz. Nie ile wydajesz.

Gdzie jesteś.

To pytanie, od którego Cashfulness zaczyna być Ci przydatny.

Pomyślnych wiatrów.

— Vittorio